środa, 26 marca 2014

Jak to wyglądało vs jak to wygląda

Od kiedy pamiętam (czyli, wiadomo, od kiedy byłam dzieckiem tak naprawdę) zawsze lubiłam słodycze, pizzę i chipsy. Nie jest to nic specjalnie szokującego ani niespotykanego. W dodatku produkty te, w szeczególności słodycze, zawsze kojarzyły mi się z przyjemnością i nagrodą. Nie chcę tu oczyszczać siebie samej z winy, ale pewnie każdy kojarzy scenkę z obiadu po powrocie z przedszkola: dziecko siedzi nad surówką z marchewki i jabłka, której nie znosi, ponieważ dobry kotlecik i dobre ziemniaczki już zniknęły, a mama mówi "dopiero, jak zjesz tę surówkę, dostaniesz wafelka" (dokładnie pamiętam, że to był ten trójkątny wafelek z żółtą etykietką). Mama chciała dobrze i w sumie z jednej strony można powiedzieć, że zapamiętałam sobie, że surówka jest zdrowa i niezbędna. Jednak ja pamiętam głównie uczucie irytacji, wymierzone w tę surówkę; pamiętam, że praktycznie rosła mi w ustach i nie mogłam się doczekać, aż uporam się z tym obrzydlistwem i wreszcie będę mogła zjeść wafelka.
Pamiętam także, że obok mojej podstawówki była telepizza, i za 10 zł (! co za czasy...) było można kupić jedną pizzę, a drugą dostać gratis. Więc 5 zł na szkolny sklepik dorzucało się do koleżanki i siup, można było zjeść CAŁĄ małą pizzę po szkolnym obiedzie.
Pamiętam także gimnazjalne maratony filmowe z ulubioną koleżanką i jej mamę, donoszącą grzanki z pieczywa tostowego z bekonem i majonezem, domowe kebaby z kurczaka i czasem nawet tort czekoladowy. W końcu doszłam do punktu, w którym, będąc niezbyt wysoką gimnazjalistką, ważyłam dobre 10 kg więcej niż teraz, w wieku 23 lat i gdy jestem kilka cm wyższa. Licealny epizod anorektyczny, o którym może napiszę kiedy indziej, pozwolił mi się pozbyć tego balastu (oczywiście, cena była o wiele, wiele za wysoka), ale niestety NIE pomógł nabrać zdrowego podejścia do jedzenia. No i tak się borykałam do niedawna, balansując pomiędzy chudością a nadwagą, czasami jedząc zbyt mało, aby potem, po kilku miesiącach, wracać do domu z zajęć na uczelni z mrożoną pizzą albo słoikiem nutelli, który zjadałam łyżeczką przy jednym posiedzeniu. Sama nie umiem zdecydować, kiedy miałam gorszy humor.
Dlatego teraz, gdy jestem już troszkę mądrzejsza, postanowiłam położyć kres tym zabójczym działaniom i raz na zawsze wprowadzić ROZSĄDNE nawyki, w których jest miejsce na zdrowe jedzenie odżywiające ciało, ale i przyjemności w rozsądnych ilościach. Tak naprawdę, tylko wtedy, gdy wiemy, że przyjemność nie jest dla nas szkodliwa, jest ona prawdziwą przyjemnością. Dlatego moimi hasłami od tej pory będą "rozsądek" i "zdrowie przede wszystkim" :)
Pozdrawiam!

6 komentarzy:

  1. Cześć Julia :)
    Taka reklama, jaką zostawiłaś u mnie nie zachęca do przeczytania Twoich postów, wręcz przeciwnie. Zostawiaj wartościowe komentarze, a nie tylko autorzy blogów, ale także czytelnicy, którzy często do komentarzy zaglądają będą Cię odwiedzać- wystarczy kliknąć w nick, każdy potrafi znaleźć drogę do bloga autora komentarza, jeżeli chce.

    I jeżeli chcesz usuń weryfikację obrazkową z komentarzy, a na pewno będzie się ich pojawiać więcej :)

    Dziękuję za miłe słowa, powodzenia w blogowaniu i pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ok, dzięki za uwagi :) pewnie nie posunęłabym się do bezpośredniego zaproszenia na bloga, ale to dopiero drugi dzień i jestem strasznie nakręcona :P Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Hej, po przeczytaniu Twoich dwóch postów już wiem, że stanę się bierną obserwatorką :-) Jak miło chociaż z jednym blogiem być na bieżąco od początku, hah :-)
    Odnośnie Twojego komentarza, takiej samej reakcji doczekałam się, gdy kupiłam pomidory suszone na słońcu (droższe), zamiast tych w oliwie (tańszych). "Jakie ona ma wygórowane wymagania". Twoja zasada jest jak najbardziej trafna! Hmm, niezła ciekawostka z tą wagą, którą "sam lubi", muszę się w to zagłębić, ale na początku obiektywnie ocenić ile kalorii mam spożywać, bo to tu jest pies pogrzebany..
    Blog jest jak najbardziej super, już urzekło mnie Twoje racjonalne podejście! Pozdrawiam! :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Twoja historia bardzo przypomina mi moja. Surowka i te sprawy :D to niesamowite jak ludzie sie zmieniają :)

    OdpowiedzUsuń
  4. dziękuję dziewczyny za komentarze :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Też tak balansuję – nastolatka z nadwagą, studentka z anoreksją. A teraz na przemian diety i kompulsywne jedzenie. Terapie nie pomogły. Ale dobrze na mnie działają takie blogi jak Twój :)

    OdpowiedzUsuń