Ponieważ, na tym etapie mojej przemiany w maniaczkę fitnessu i żywności eko, jeszcze nie jestem entuzjastką noszenia za sobą przez cały dzień torby wypchanej butami do ćwiczeń, ręcznikiem i ciuchami na zmianę (próbowałam siłowni. W pierwszym miesiącu chodziłam cztery razy tygodniowo, w drugim trzy, w trzecim poszłam sześć razy a w czwartym trzy... żałosne :D), najbardziej kuszącą propozycją dla mnie są treningi w zaciszu domowym. Mieszkam sama i mam miejsce na wymachiwanie nogami, tak więc korzystam. Jakoś tak w grudniu 2012 postanowiłam w ogóle ZACZĄĆ ćwiczyć, wtedy był boom na Chodakowską, poćwiczyłam może ze trzy razy, ale szybko mi się znudziło. Co nie zmienia faktu, że jej fanpage jeszcze długo potem stanowił dla mnie źródło chęci i motywacji. Potem przyszła kolej na Mel B., jej radosne usposobienie i energia sprawiły, że polubiłam te codziennie ćwiczenia. Jednak prawdziwe efekty i zadowolenie z ćwiczeń przyszły dopiero z Cassey Ho.
Cassey prowadzi stronę blogilates, ta akurat strona to blog, ale na fanpage'u, instagramie i nie wiem, gdzie jeszcze, ponieważ nie jestem zaprzyjaźniona z portalami społecznościowymi i ogarniam tylko fejsa :D Cassey tworzy społeczność, można powiedzieć nawet "grupę wsparcia" dla dziewczyn, które chcą ćwiczyć z różych powodów - a to odchudzanie, a to przytycie, czasem po prostu zdrowie i przyjemność :)
Ja osobiście cenię ją najbardziej za podejście; powtarza wciąż, że trzeba kochać swoje ciało na każdym etapie drogi, którą przechodzimy, że najważniejsze jest szczęście i zadowolenie z siebie, a także, co dla mnie jest bardzo ważne i budujące, że nie można sobie odmawiać przyjemności w życiu i dlatego stara się nam jak najbardziej umilić proces odchudzania (zdaje mi się, że głównie w to celuje, ponieważ, nie oszukujmy się, dziewczyn które z tego powodu chcą ćwiczyć jest najwięcej). Jej filmiki są kolorowe, tak samo jak jej ubrania i otoczenie, w którym pracuje, i dlatego od razu to wszystko wydaje się być przyjemniejsze. Przyznam, że na początku wydawała mi się przesłodzona i zbyt rozświergotana, ale po kilku chwilach (dosłownie) ćwiczenia z nią zmieniłam zdanie.
Pierwsze podejscie do blogilates miałam w październiku, ćwiczyłam dwa miesiące i z moich galaretowatych, tłustych nóżek zrobiły się całkiem zgrabne i wyćwiczone nogi. Jednak potem coś poszło nie tak i zaczęłam praktykować jedynie siłownię na pół gwizdka, i teraz muszę walczyć od początku. Zwłaszcza, że do mniej więcej początku marca nie chciało mi się pilnować diety - tu święta, tu urodziny, tu wyjazd, tu mróz... ech.
Teraz, na dobry początek, zrobiłam sobie playlistę z ośmiu filmików i robię codziennie po cztery na zmianę. Po upływie miesiąca dodam kolejną "czwórkę" i tak co miesiąc. Obecnie playlista wygląda tak:
1
2
3
4
1a
2a
3a (to jest mój ukochany, tylko kilka minut a daje w kość :))
4a
jak widać, na początek "atakuję" głównie uda i pośladki, chociaż w trakcie takiej sesji czuję, że pracuje mi całe ciało.
Właśnie przyszedł ten moment, że zaabsorbowałam swoje pożywne śniadanie i zaczyna przychodzić chęć na obiad, więc chyba zabieram się za ćwiczenia (dzisiaj druga część playlisty). Buziaki!

U mnie też początki były z Panią Ewą i Mel-B :-) Widocznie większość osób tak zaczynała, z tego co zdążyłam zaobserwować!
OdpowiedzUsuńtak, ja też to widzę. pewnie dlatego, że najbardziej rozpropagowane u nas.
UsuńUwielbiam blogilates!
OdpowiedzUsuńi słusznie, też byłaś zaskoczona szybkością, z jaką przyszły efekty? :)
UsuńMuszę powiedzieć że na początku miałam podobną opinię o Cassey :P
OdpowiedzUsuńJakoś niezbyt często wykonuje jej treningi, raczej jakos alternatywa do skalpela. Może powinnam się skusić na częstsze treningi :)
bardzo polecam właśnie te filmiki, które wrzuciłam. zwłaszcza te w drugiej części :)
Usuń